JEST prawdziwe lato.Temperatura w dzień 32 C. Powietrze jest ciężkie by normalnie oddychać.
Przyjemnie jest wczesnym rankiem. Budzę się naturalnie bez budzika. Przez drzwi słyszę słowo baba,baba,baba.
Baba to ja…tak mnie nazywa moja czternastomiesięczna wnuczka Zuzia. To taki sygnał aby podnieść się z łóżka i otworzyć drzwi. Wbiega na bosaka lub w skarpetkach i woła do mojej mamy a jej prababci baba,baba,baba.
Ciągnie do łóżka balkonik aby baba wstała. Niestety, prababcia o swoich siłach nie wstaje. Trzeba jej pomóc.
Gdy prababcia już siedzi na brzegu łóżka Zuzia rozkłada swoje rączki. Okazuje radość z tego faktu wydając
z siebie coś w rodzaju oo, oo.ooooooooouuuuu. Podbiega do mnie, bierze mnie za rękę podprowadza mnie tam gdzie ona chce i pokazują rączką na podłogę mówi tu, tu, tu, co oznacza,że powinnam usiąść do zabawy. Nie pomaga moje tłumaczenie, że muszę zająć się babcią by pójść do łazienki do porannej toalety.
Słyszę, baba tiu, tiu…nie odpuszcza. Do akcji wkracza Zuzi mama odwraca jej uwagę a ja mogę spokojnie zająć się mamą. Po toalecie przygotowanie śniadania , słanie łóżek i tak mija 2 godziny. Godzina dziewiąta
to czas wyjazdu mamy Zuzi do pracy w jednoosobowym biznesie. Ostatnio mamy problem, bo mała
płacze zawieszona na szyi mamy kurczowo zaciska rączki aby nie wypuścić jej z objęć. Zastanawiamy się obie jak w takiej sytuacji postąpić. Nie było tego problemu. Mała żegnała mamę buziakami, robieniem papa
przez okno do odjeżdząjącego samochodu. I nagle nie wiadomo dlaczego, zmiana w postępowaniu Zuzi.
Obie odwracamy uwagę Zuzi wspólnie się z nią bawiąc. W międzyczasie mama Zuzi po kryjomu wychodzi
do pracy a ja zajmuję się Zuzią do godz. 17:15. W międzyczasie, sprzątanie, pranie przy pomocy Zuzi:-)
Około południa Zuzia opada z sił i następuje leżakowanie na śpiąco. Mam 1,5 godziny na przygotowanie
obiadu dla pięcioosobowej rodziny w której każdy lubi co innego. Zawsze byłam dobrze zorganizowana,
udaje się kończyć gotowanie przy pomocy Zuzi. Z reguły jest to mieszanie surówek
. NAJLEPIEJ
jej to wychodzi. I następuje pora obiadowa. Zuzia ma dobry apetyt i nie wybrzydza. Ulubionym jedzonkiem jest mięso z kurczaka. Gdy zaspokoi głód reszta ląduje pod stoliczek dla “MA” czyli maggy. “Ma” Zabłądziła jak miała siedem miesięcy. Była pięknym wychudzonym małym pieskiem. Po pół roku mieszkania z nami stała się dużym, nieznośnym psiskiem. Nie daje się ujarzmić…kocha wolność i polowania na co się da… Ale o tym w następnym wpisie na blogu. Zbliża się godzina pierwsza po północy. Idę spać o tej porze codziennie.
Od godziny dwudziestej drugiej mam czas dla siebie. Wykorzystuję go na moją pasję czytania, pisania wirtualnego…nadrabiania zaległości intelektualnych z całego dnia…
D O B R A N O C …:)

23 Sierpień 2010 at 12:54
Witaj Zofio,
jesteś cudowną babcią
Gratuluję Ci siły, pasji i odwagi do pisania bloga. Jesteś wspaniała!
Dziękuję także za komentarz na moim blogu. Będę do Ciebie zaglądać, aby zobaczyć jak Ci się wiedzie. Wiem, że dasz sobie radę i to świetnie. Powodzenia!
Pozdrawiam ciepło
Kasia
24 Sierpień 2010 at 20:20
Kasiu,
Dziękuję Ci pięknie za ciepłe i budujące słowa.
Ty również Jesteś Cudowną Osobą Kasiu!
Dziękuję za Twoją pasję dzielenia się wiedzą.
Będę korzystać i uczyć się od Was młodych
by przekazać, że ” można dużo tylko trzeba chcieć.
Pozdrawiam serdecznie
Zosia